*Relacja Froda*
Kiedy razem
z Samem, po rozpadzie Drużyny Pierścienia przemierzaliśmy coraz to bardziej
tajemnicze wody Anduiny, spostrzegliśmy, że wokół nas zaczyna gromadzić się
coraz to bujniejsza mgła, która prawie całkowicie zakłócała nasze poczucie
orientacji w terenie. Nieświadomie zasnęliśmy.
Budząc się
miałem całkowitą pustkę w głowie. Myślałem tylko o tym, aby upewnić się czy
pierścień aby na pewno nadal znajduje się na mojej szyi. Kiedy go złapałem
miałem przez chwilę ochotę założyć go na palec, wpatrywałem się w jego blask
nie zdając sobie sprawy, że nie jestem już w łódce. Z zamierzeń powstrzymał
mnie Sam, który trzepnął mną mocno.
— Mości
Frodo! — zawołał. — Myślałem, że się już nie obudzisz. Jesteśmy właśnie w nowej
krainie, zwanej Ukrytym Lasem.
Sam wraz z
wysoką kobietą, zwaną Lathriel, wyjaśnili mi, że przez przypadek przepłynęliśmy
przez Wieczną Mgłę, której dotychczas nikt nie mógł przepłynąć. Lathriel,
inaczej Pani Magicznego Ziółka opowiedziała mi trochę o rasie Fagalów, do
której należała. Fagalka dała nam nowe ubrania, stwierdzając, że tylko cud
uratował nas od śmierci w Wiecznej Mgle, której przyczyną mogło być
zamarznięcie. Przez pierwsze dwa dni pozwoliła nam oswoić się z obecną
sytuacją. Bardzo bała się pierścienia, na który wręcz nie mogła patrzeć.
Zakazała nam w ogóle o nim wspominać innym fagalom.
Kiedy
otworzyła drzwi do sali weszło wielu jej pobratymców, na których czele stał
bardzo wysoki fagal. Spojrzał na nas przenikliwie, jakby szukając w nas oznak
słabości. Kiedy atmosfera się trochę rozluźniła, kolejna grupa fagalów weszła
do środka zanosząc ze sobą wiele dań, które ustawili na stole, który pojawił
się wręcz znikąd. Razem z Samem byliśmy zachwyceni ich niebanalną ucztą, która
mogłaby zostać nazwana większą tuż po tej ostatniej urodzinowej mojej i Bilba.
Jednak największą atrakcją, jak dla mnie okazały się piękne, wielobarwne
kwiaty, które urzekały swoim idealnym wyglądem i przyciągały zapachem. Były
naprawdę piękne. Kiedy potrawy zostały w większości zjedzone, nieszczęśliwie
odkryto sekret pierścienia, który nosiłem na szyi. Początkowo byłem przerażony
i ciążyłem walkę ze samym sobą o założenie pierścienia. Kiedy jednak z tych
rozważań wybudziła mnie Lathriel, pokazałem pierścień wszystkim uczestnikom
uczty, którzy byli wielce oburzeni tym, co ujrzeli. Do konwersacji dołączyli
wtedy, tak zwana rada starszych, która uspokoiła resztę fagalów i opowiedziała
o pieśni opiekunów, w której przepowiedziana była nasza wizyta jak też i nasze
zadanie jako Drużyny Pierścienia. Razem z Samem nie mogliśmy pojąć całej
mądrości tego ludu.
Po
skończonej uczcie wraz z Samem, jedną z fagalek i Lathriel wybraliśmy się na
przechadzkę po ich pięknej osadzie. Było tu bardzo przytulnie i zielono. Bardzo
spodobało mi się to miejsce i jego uroki. Wielki podziw wzbudziły we mnie
piękne drzewa, pokryte wielobarwnymi, tajemniczymi kwiatami. Było to jedno z
najpiękniejszych przeżyć w moim życiu. Sam zdecydował się opowiedzieć o naszej
podróży fagalkom, które bardzo zasmuciły się słysząc o Gandalfie i tym, jak
przepadł w Morii. Obydwaj również ledwo powstrzymywaliśmy się płacz
przypominając sobie bohaterskość czarodzieja.
Odwiedziny
dobiegały końca. Wdzięczni fagalom obiecaliśmy dopełnić nasze zadanie. Na sam
koniec fagalowie dali nam dary na drogę, które były dla nas bardzo szczególne.
Starszyzna powiedziała nam o nadchodzącym niebezpieczeństwie, jednak dodała nam
otuchy, dzięki czemu mogliśmy wyruszyć o dobrej myśli. Odpływając
wsłuchiwaliśmy się w piękną melodię grających harf, która towarzyszyła nam, aż
do wypłynięcia z Anduiny…
*FAGALOWIE*
Ukryte lasy to mała leśna osada fagalów, przykryta ogromną
ilością Wiecznej Mgły, która gubi podróżników przekraczających wody Anduiny. Od
setek lat skrywamy się pod pieczą pieśni Opiekunów, w nadziei na wyzwolenie w
przyszłości. Nasza rasa charakteryzuje się wzrostem podobnym do elfów, z
którymi kiedyś bywaliśmy często myleni. Nikt poza naszą starszyzną nie zna
naszej historii i choć od czasu do czasu mamy przebłyski na świat poza Ukrytymi
lasami, nie możemy opuścić naszej ojczyzny. Obca nam jest śmierć i żadne rany
nie są w stanie nas zabić. W naszej osadzie nikt nie umiera i nikt się nie
rodzi. Wszyscy utknęliśmy w roku 1090 Ery Drzew. Nie jesteśmy w stanie określić
ile dokładnie lat, miesięcy i dni oddaliliśmy się od naszych przyjaciół Elfów,
których opuściliśmy przed wojną pomiędzy Valarami a Morgothem. Byliśmy w
trakcie szykowania się na bitwę, gdy usłyszeliśmy śpiew Opiekunów, który uśpił
nas na nieokreślony czas. Błagaliśmy Opiekunów, byśmy mogli wrócić i wesprzeć
naszych przyjaciół, jednak ci umilkli od tamtego czasu. Z początku czuliśmy się
bezradni w błaganiach, a każda próba przejścia przez mgłę kończyła się
niepowodzeniem. Po jakimś czasie Wielki Sevin ogłosił, że musimy ustąpić
Opiekunom i pomimo uporu, daliśmy radę przeboleć nasz los. Od tamtej pory
liczymy ponad siedemdziesiąt siedem tysięcy księżycy.
Któregoś dnia, gdy beztrosko patrzyłam razem ze swoim bratem
Athvenem w beztroskie wody Anduiny, na horyzoncie ujrzeliśmy, że coś płynie na
wodzie. Początkowo uznaliśmy to za omamy spowodowane Wieczną Mgłą, jednak kiedy
z każdą chwilą mały punkt przybliżał się do nas, zrozumieliśmy, że oczy nas nie
zawodzą. Athven wyciągnął swoją harfę i zagrał melodię oznaczającą przybycie,
jednak nie mogąc określić czy zbliża się wróg, czy przyjaciel nie dokończył
piosnki, której od tak dawna nie słyszałam. Weszłam na brzeg Anduiny, która w
tym miejscu sięgała mi mniej więcej do talii. Podpłynęłam w stronę łódki i nie
mogąc uwierzyć własnym oczom wspięłam się na nią. W środku zobaczyłam dwie małe
istoty, które sobie spały pochrapując. Łza nadziei spłynęła po moim policzku.
Komuś udało się przepłynąć przez Wieczną Mgłę.
— Małe stworzenia… — przykucnęłam przy nich. — Krótkie
istoty!
Próbowałam obudzić nowo przybyłych, jednak, gdy wiele zawołań
nie dawało żadnych rezultatów, postanowiłam wrócić wraz z przybyszami do osady.
Kiedy znaleźliśmy się przy brzegu zobaczyłam innych fagalów, którzy mieli
wyraźnie zamroczone oczy.
— Adanril — zaczął Thelcen. — Kim są ci, którzy leżą w tej
łodzi?
— Przeznaczonymi ! —krzyknęłam z zapałem. — To ci, o których
pieśń śpiewali Opiekunowie!
Przez Las przebiegły szmery fagalów.
— Cisza! — rozległ się donośny głos Wielkiego Sevina. —
Jeżeli to, co Adanril mówi może być prawdą, trzeba przygotować Gaslorette.
Wielka Uczta Ludu była dotychczas przeznaczona na wielkie
okazje, ostatnią jedliśmy dzień przed pojawieniem się Wiecznej Mgły, kiedy to w
obawie o potędze Pierścieni baliśmy się, iż ktoś z osady może zostać pierwszy
raz zabity. Fagalowie w połowie zniknęli w poszukiwaniu składników na
Gaslorette,a pozostali przyglądali się przybyszom. Wyciągnęliśmy krótkie istoty
na brzeg i zanieśliśmy je do Lathiary, Pani Magicznego Zielska. Kobieta
zaniemówiła widząc nowe twarze. Nakazała ułożyć ich na łożyskach, po czym
wypędziła nas z Salonu Słów bez żadnego wyjaśnienia.
Po trzech dniach od przybycia krótkich istot Gasloretta była
gotowa, jednak Pani Magicznego Zielska nadal nie otworzyła Salonu.
Wyczekiwaliśmy tak jeszcze dwie noce, gdy w końcu otrzymaliśmy potwierdzający
przygotowanie dźwięk harfy Lathiary. Weszliśmy na przedzie z Wielkim Sevinem,
który zmierzył wzrokiem małe istoty wyglądające na zlęknione.
— Kim jesteście przybysze zza Wiecznej Mgły? — spytał nasz
przedstawiciel.
Lathiara ukłoniła się Wielkiemu Sevinowi, po czym nakazała
zrobić to też i krótkim postaciom.
— Jesteśmy hobbitami przybyłymi z Shire. — powiedział jeden z
nich. — Nazywam się Sam Gamgee, a to mój pan Frodo Baggins.
Oboje tkwili w bezruchu, jakby w oczekiwaniu na ruch
Wielkiego Sevina.
— Shire? — zdziwił się przedstawiciel. — Lathiaro, wyjaśnij
proszę, o czym mówi ta mała istota.
— Wypraszam sobie! — nazwany przez siebie Sam Gamgee
naburmuszył się spoglądając teraz całkiem wyprostowany na Wielkiego Savina. —
Kimże jesteś, aby nazywać nas…
— Samie… — uspokajał go drugi podróżny. — Bardzo przepraszam
za jego zachowanie…
Wielki Savin przeszkodził mu gestem dłoni.
— Savinie, ci dwaj hobbici… —odezwała się Lathiara. — Obydwaj
nie wiedzieli o naszej osadzie, czy rasie… Powiedzieli mi, że w ich czasach
Wielka Bitwa już dawno minęła, jednak zło gromadzone przez zastępy Saurona
zostało odbudowane. Powinniśmy pomóc hobbitom…
— Z jakiej to racji masz czelność mówić o pomocy tym dwóm
zarozumiałym, krótkim istotom? — wtrącił się Wielki Savin wbijając ślepia w
dwóch przybyszy, którzy tylko odwrócili wzrok.
— Savinie! — odezwał się głos z tyłu sali.
Do Salonu Słów weszła starszyzna, która to obudziła się
pierwszy raz od siedemdziesiątego księżyca.
— Nie masz prawa głosić tych bzdur Savinie! — zagrzmiał głos
starszyzny. — Hobbici zostaną przyjęci. Uczta gotowa.
Do Salonu wkroczyło wiele fagalów, którzy wnosili ze sobą
Gaslorette. Na Sali pojawił się Wielki Stół, który przyozdobiony był kwiatami
Herrathy, która była jedynym takim drzewem na całym znanym nam świecie.
Roznosiła za sobą wspaniały zapach, który przebiegał po całej Sali gromadząc do
niej i resztę fagalów, nawet tych oddalonych w Wiecznej Mgle. Hobbici zasiedli
do stołu naprzeciwko Wielkiego Savina.
— Jak pięknie pachnie! — zachwycał się Hobbit zwany Samem. —
Byłem już na dworze u Erlonda, nawet w Lorien, ale nigdzie nie widziałem tak
wspaniałych kwiatów mieniących się tyloma kolorami.
— Prawda Samie. — poparł go drugi przybysz.
— Lothrien… — wspomniałam dawne czasy. — Jak jest teraz w Lothrien?
Hobbici spojrzeli na mnie z zaintrygowaniem, po czym
uśmiechnęli się do siebie.
— Pięknie. — odparli równocześnie.
— Opowiedzcie trochę o Shire, które zamieszkują istoty wam
podobne. — odezwał się z na naprzeciwka stołu Wielki Savin.
Hobbici opowiedzieli nam dużo o łąkach i ich osadzie
znajdującej się w Shire. Zaciekawiły nas zmiany w terenie spowodowane, jak to
oni nazwali, Wielką Bitwą Potęg. Opowiedzieli nam, że musieli opuścić ukochane
domy będąc zobowiązanymi przez czarodzieja Gandalfa Szarego.
— Mówią o Mithrandirze. — wyjaśniła Pani Magicznego Zioła.
Wszyscy dobrze wspominaliśmy Mithrandira, który niegdyś jako
Majar zamieszkiwał Lothrien. Cieszyliśmy się słysząc, że dwór Elronda, naszego
starego przyjaciela nadal jest zamieszkały przez elfy.
— Hobbici są z natury przywiązani do swojej ziemi… — mówił
Sam. — Jednak pan Bilbo Baggins wyruszył w podróż jako pierwszy Hobbit! Wszyscy
myśleli, że oszalał, jednak ja od zawsze wiedziałem, że pan Bilbo to po prostu
dzielny Hobbit z wielkim sercem! — zaciekawione spojrzenia fagalów skłoniły go
do ciągnięcia tematu. — Później wraz z Frodem dowiedzieliśmy się o…
— Samie! — przerwał mu Frodo.
Wielki Savin popatrzył
na nich podejrzliwie.
— O czym się dowiedzieliście?— spytał.
Hobbit położył sobie rękę na klatce piersiowej, jakby czegoś
szukał. Nagle opamiętał się i odłożył rękę na stół wbijając wzrok w Gaslorette.
— Tajemnica. — zaśmiał się Sam próbując rozładować napięcie.
— Elfowie od zawsze mnie fascynowali, dlatego wieść o tym, że mógłbym ich
spotkać, skłoniła mnie, panicza Froda i…
— Sam! — Frodo spojrzał na niego spode łba.
— I… — Sam odwrócił wzork. — I postanowiłem wyruszyć w
podróż!
Hobbit nie zabrzmiał zbyt przekonująco, jednak nie chcieliśmy
zbyt napierać na przybysza. Obydwaj jako pierwsi pojawili się w naszej osadzie,
a my chcieliśmy dowiedzieć się, jak to zrobili. Zwykle Wieczna Mgła nie
pozwalała nam wychodzić poza osadę, jednak dawniej nasza rasa rozciągała się
daleko od Anduiny, a w związku z tym, że hobbici podkreślali, że nie oni
pierwszy tamtędy przepływali, musieliśmy dowiedzieć się, jak moglibyśmy i my
wyplątać się z Wiecznej Mgły. Chcieliśmy dowiedzieć się, jak hobbici przedarli
się przez nią, jednak ci uważali, że nie zrobili nic szczególnego, a całą drogę
przysłonił im sen, kiedy to łódka zerwała się z liny i wpłynęli nieświadomie do
naszej osady.
— Dlaczego hobbici, którzy zamieszkiwali bezpieczne Shire,
postanowili wyruszyć w podróż? Czym jest ta tajemnica, o której mówicie? —
wtrąciłam się.
Hobbici niespokojnie popatrzyli na siebie. Sam cały czas
wpatrzony był w okrągły punkt znajdujący się pod odzieniem Froda. Nie byłam
pewna, czy tylko ja to zauważyłam, ale to, że tak nagle Sauron, Władca
przerażających Pierścieni, którego obawialiśmy się i my, nieśmiertelni
Fagalowie został pokonany i to, że jacyś dwaj hobbici zostali nagle wysłani w
podróż ma jakieś znaczenie.
— Pierścienie! — wybuchłam nagle. — Co wisi na twojej
piersi?!
Frodo spiął się odwracając wzrok i zakrywając okrągłe
uwypuklenie na koszulce.
— Na piersi pana Froda? — zaśmiał się nerwowo Sam Gamgee. —
Odzienie, cóżby innego?
— Odkryj swoją pierś mości Frodo. — Wielki Savin wstał z
krzesła i już po chwili pojawił się tuż za wspomnianym Hobbitem.
Frodo wstał od stołu i wyglądał na przerażonego patrząc na
wyższego prawie dwukrotnie przedstawiciela.
— To… To tajemnica. — zaśmiał się nerwowo.
— Frodo… — odezwała
się Pani Magicznego Zioła. — Nie musisz już tego ukrywać.
Hobbici spojrzeli na nią z zafrasowaniem, jednak Frodo
postanowił ostatecznie pokazać pierścień wiszący na jego szyi. Wszyscy
przeraziliśmy się na jego widok. Jego złoto wyglądało na krwawe w naszych
oczach. Widzieliśmy czającą się wokół niego niebezpieczną ognistą powłokę i oko
w jego środku. Jak ten Hobbit mógł tak po prostu trzymać go w swoich gołych
rękach?
— To narzędzie wszelkiej zbrodni! — krzyknął Wielki Savin. —
Gdybym tylko wiedział, od razu utopiłbym te krótkie istoty! Odejdźcie wraz z
tym przekleństwem Saurona!
— Savinie! — krzyknęła starszyzna. — W tej chwili masz
przeprosić tego hobbita. Jest on naszą nadzieją na powrót do Śródziemia.
— Ale starszyzno…!
— Zamilcz! Jeżeli wypowiesz jeszcze jedno słowo przeciwko
hobbitom, zostaniesz wygnany do Wiecznej Mgły do końca swojego żywota! —
spojrzeli na siebie. — Albo założysz na palec to przekleństwo! — usiedli z powrotem,
po czym wyjaśnili. — My, starszyzna widzieliśmy śmierć fagala.
Cały Wielki Salon wypełniony fagalami ucichł. Dotychczas
wiedzieliśmy tylko to, że nie możemy zostać zabici, dlatego jak to możliwe, że
widzieli śmierć któregoś z naszych pobratymców?
— W pieśni Opiekunów usłyszeliśmy historię o przekleństwie w
postaci ognistego oka, które może zniszczyć nawet fagala! — ciągnęła
starszyzna. —Jeśli chcecie żyć, musimy zaopiekować się hobbitami, by wykonali
swoje zadanie i stopili przekleństwo tam, gdzie je stworzono na Górze
Przeznaczenia, którego istnienie nas tu trzyma w ukryciu przez te wszystkie
księżyce! — wykrzyknęli.
Hobbici pobladli na twarzach. Dotychczas wszyscy znaliśmy
wersję o pieśni, która zatrzymała nas w tym miejscu, nie wiedzieliśmy, że Opiekunowie
w ten sposób ochronili nas przed niebezpieczeństwem, jakim jest Pierścień.
Musieliśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby wspomóc hobbitów. Frodo
zanucił kawałek pieśni elfów, która rozluźniła trochę atmosferę. Dawno nie
słyszeliśmy tu śpiewu w języku elfów, dlatego bardzo ucieszyliśmy się, że
mogliśmy posłuchać czegoś tak znajomego, a jednakże odległego. Skończyliśmy
ucztę w lepszych nastrojach, odgrywając na naszych harfach melodie dopasowujące
się do elfickiego dialektu hobbita.
Następnego dnia zaczęliśmy przygotowywać się do odprawy
hobbitów. Dzięki Lathriarze wiedzieliśmy, że przez tamte noce hobbici dobrze
wypoczęli i są już gotowi do wyruszenia w dalszą podróż. Podczas, gdy mężczyźni
przygotowali posiłki i koce dla małych przyjaciół, ja wraz z Panią Magicznego
Zioła oprowadzałyśmy hobbitów po całej osadzie od wschodniej Mgły po zachodnią.
— Tutaj znajduje się szczyt, na którym rośnie kwitnąca przez
całe dnie Herratha. — wskazałam na pagórek przy Anduinie.
— Jaka… Niesamowita! — zakrzyknął Sam. — Na liściach
wyglądają jeszcze dostojniej!
—Nigdy nie widziałem tak pięknego miejsca! — dodał radośnie
Frodo. — Zaczynam trochę żałować tego, że musze opuścić to piękne miejsce.
Uśmiechnęłam się na ich komplementy dotyczące naszego
Ukrytego Lasu.
— Rankiem czasami możemy zobaczyć tu stado ptaków o
srebrzysto- tęczowym upierzeniu. — powiedziała Lathriel. — Często widzę je z
mojego Salonu Słów, mam wtedy największą inspirację do tworzenia wierszy i
odtwarzania pieśni Opiekunów.
— Kim są wspomniani Opiekunowie? — spytał Frodo.
— Opiekunowie, to istoty żyjące poza czasem… — wyjaśniała
Lathriel. — Żyją pieśnią, my dzięki nim też nią żyjemy. Są kimś w rodzaju
naszych stwórców. Aczkolwiek zamknęły nas tu, przez co dawno ich nie słyszałam,
a szkoda, bo mają przepiękne głosy.
Hobbici przytaknęli nie wymagając dłuższej wypowiedzi.
W drodze do brzegu, przy którym znaleźliśmy uśpionych
hobbitów, Sam opowiedział nam o ich wędrówce od Shire. Obydwoje miło wspominali
to miejsce. Opowiedzieli nam o tym, iż z początku podróżowała z nimi jeszcze
dwójka innych hobbitów, do których dołączył się po jakimś czasie człowiek
imieniem Aragorn. O tym, jak zaatakowali ich Czarni Jeźdźcy i o utworzeniu
Drużyny Pierścienia, w której znajdował się Mithrandir wraz z elfem Legolasem,
krasnoludem Gimlim i człowiekiem imieniem Boromir. Była to podobno bardzo
niebezpieczna, jak i piękna podróż, którą musieli kontynuować samotnie z
Frodem.
— Musieliśmy się rozdzielić, ponieważ każdy miał już jakiś
konkretnie wybrany kierunek, którym chciałby podążać… — kończył opowieść Sam. —
Ale ja zostanę z paniczem Frodem aż do końca tej podróży. Musi mieć kogoś, kto
będzie go wspierał…
— A co z Mithrandirem? Nie wspomniałeś o nim aż od Morii… —
zasmuciłam się.
— Gandalf ocalił nas. — Frodo nie odwracał wzroku od drzew
znajdujących się wokoło.
— Ocalił? — dociekała Lathriel.
— Został w Morii, by pokonać Balroga. — wyjaśnił Sam
odwracając wzrok. — Prawdopodobnie przepadł…
Widziałyśmy wraz z Lathriel łzy w oczach hobbitów. Same też
posmutniałyśmy na wieść o Mithrandiru. Bardzo go szanowałam i bardzo żałuję
tego, że nie mogłam go lepiej poznać. Zawsze uważałam go za najmądrzejszego z
wszystkich innych.
Nim się obejrzeliśmy dotarliśmy nad brzeg, na którym czekała
na nas reszta fagalów. Wielki Savir wraz ze starszyzną schylili się do hobbitów
dziękując im za powiadomienie naszej rasy o informacjach dotyczących
teraźniejszego Śródziemia.
— W zamian, za waszą wędrówkę, chcieliśmy złożyć wam ostatnie
dary… — starszyzna podniosła ręce.
Kobiety obdarowały hobbitów więzami przyjaźni, które były
warkoczykami zaplecionymi z strużek Anduiny i pojedynczych kosmyków naszych
włosów, zaplecionymi w postaci ochronnych bransoletek pobłogosławionych przez
Panią Magicznego zioła. Obdarowaliśmy ich również wzmacniającymi ziołami i
kwiatami z Herrathy, które zerwałyśmy wcześniej. Lathriel oddała im ich
pierwotne, naprawione i ocieplone przez nią ubrania. Ja wraz z moim bratem
podarowaliśmy hobbitom również krótkie noże stworzone z mithrilu, który został
nam kiedyś podarowany przez krasnoludy.
— Droga ta, będzie ciężka. — mówiła starszyzna. — Ale wy nie
dajcie się nieprzyjaciołom i zmierzajcie prosto do celu. W drodze spotkacie na
swoim szlaku istotę, której nie możecie zaufać. Teraz trzymajcie się hobbici
Frodo Baggins i Samie Gamgee z Shire.
Hobbici pomachali nam powoli oddalając się na ulepszonej
łódce, a my zagraliśmy im na naszych harfach ostatnią pieśń pożegnalną, którą
odgrywaliśmy jeszcze przez dwa księżyce…